Wystarczyło kilka sekund, by zmieniło się całe jego życie. 1 września ubiegłego roku stracił nogę w wypadku. Wcześniej prowadził bardzo aktywny tryb życia - był instruktorem jazdy konnej, motocyklistą, żył w biegu. Marzy o tym, by powrócić do swoich pasji. Szansą na powrót do aktywności jest proteza nogi.
Marcin Oleksy, który w 2010 roku stracił w wypadku nogę, pojawi się dziś na gali FIFA w Paryżu i powalczy o Nagrodę Puskasa za najpiękniejszą bramkę minionego roku.
Jeździł konno, motocyklem, wędrował po górach…. Miał marzenia. - Pierwszy września 2020 roku zmienił moje życie, wyniku wypadku komunikacyjnego amputowano mi prawą nogę na wysokości uda – mówi wprost pan Jacek.
Żenia z Ukrainy stracił na wojnie nogę, ale gdy dostanie protezę i dzięki polskim lekarzom znowu będzie mógł chodzić, wróci na front, gdzie walczy jego ojciec. Młody żołnierz chce pomścić kolegów, pokonać Rosjan i uratować kraj.
Stracił nogę i sam zadzwonił po pogotowie. Dramatyczna rozmowa 6 czerwca 2013, 15:09 Na początku mieli bowiem problem ze zrozumieniem, gdzie znajduje się 20-latek.
W tym czasie mężczyzna, który podjechał wcześniej do dystrybutora wchodzi na chodnik, a następnie odwraca się, macha ręką i idzie do swojego auta, by wyjąć coś z bagażnika. Do ofiary wypadku podbiega kolejny mężczyzna i zdejmuje pasek, by założyć go na kończynę rannemu. ZOBACZ RÓWNIEŻ +62Zobacz galerię
. Z dnia na dzień, a właściwie to z chwili na chwilę, cały świat zwalił się na głowę mnie i mojej rodzinie. To był piękny, słoneczny, czerwcowy dzień i nic nie zapowiadało tragedii, która się wtedy informacją o wypadku zadzwonił kolega mojego syna. Od razu pojechaliśmy z mężem na miejsce. Nie pamiętam kompletnie tej drogi, wszystko było jakby zamglone, a w mojej głowie tułał się myśl. Co z Kubą, czy wszystko z nim w porządku? W jakim jest stanie? To niemożliwe, co się stało.Bardzo poważny wypadekNiestety, na miejscu okazało się, że jest znacznie gorzej niż myśleliśmy. Kuba miał wypadek na motorze. Jego stan był tak poważny, że do szpitala miał go zabrać śmigłowiec, jednak nie przyleciał na czas, więc syn ostatecznie został tam dostarczony nie miał szans na przeżycieZe względu na rozległe obrażenia w szpitalu lekarze od razu wprowadzili syna w śpiączkę farmakologiczną i zabrali na operację, ale nie obiecywali wiele, a właściwie to twierdzili, że Kuba nie ma szans na przeżycie. Jest mi bardzo trudno wspominać tamte chwile, byłam kłębkiem nerwów, nie pamiętam zbyt mój syn przeżyłMojemu synowi zatrzymało się krążenie, doszło do ostrej niewydolności oddechowej. Kuba był cały poobijany, wręcz rozbity. Urazy wewnętrzne, klatki piersiowej, stłuczenie płuc, serca i nerek, wielokrotne złamania różnych kości w prawej nodze, złamania w obu rękach, złamania żeber, ale co najgorsze doszło także do złamania kręgosłupa i uszkodzenia rdzenia przeszedł niezliczona liczbę operacji i zabiegów na ręce, nogi i kręgosłup. I czekają go kolejne. Trudno powiedzieć, kiedy to się wszystko skończy. Obecnie jego prawa noga jest krótsza o 10 cm i nie wróciła sprawność w dłoni. Na ciele ma liczne blizny. Wymaga stałej opieki i pomocy w praktycznie wszystkich czynnościach. Co 2 godziny trzeba zmieniać mu pozycję w jakiej leży, bo sam nie jest w stanie tego zrobić. Obecnie cały mój dzień jest przyporządkowany opiece nad pierwszych chwilach łez, rozpaczy czy nawet wściekłości na zaistniałą sytuacje, żyjemy dalej i robimy wszystko, żeby pomóc Kubie wrócić do zdrowia. Mój syn ma zaledwie 21 lat – przed nim jeszcze wiele operacji, ale i całe jest rehabilitacjaLekarze zalecają rehabilitację, która bardzo pomaga i poprawia stan ten opis i zbiórka. Stąd moja prośba i pomoc. Turnus w prywatnej klinice rehabilitacyjne kosztuje 17 000 zł. To ogromne pieniądze dla naszej rodziny. A to dopiero początek. Bo taką rehabilitację mój syn powinien przechodzić miesiąc w miesiąc przez kolejny rok, a najprawdopodobniej o wiele zawsze był chłopakiem wysportowanym i aktywnym, lubiącym spędzać czas w ruchu. Teraz jest sparaliżowany od klatki piersiowej w dół. Wymaga stałej opieki osób trzecich w najprostszych czynnościach. Jakie jest wyjście? Działać krok po kroku. Naszym najbliższym celem jest to, żeby zaczął sam siadać. Ta czynność wydaje się taka prosta, ale jak się okazuje może stanowić ogromne Ciebie o pomocTak czy owak robimy wszystko, żeby Kuba wrócił do zdrowia. Jednak sami sobie nie poradzimy. Liczymy na pomoc dobrych ludzi. Bardzo proszę o wsparcie i pomoc. Kuba ma zaledwie 21 lat i całe życie przed sobą. I wiemy, że jego stan może się poprawić bo widzimy pierwsze efekty mama Jakuba
20-letni motocyklista stracił prawą nogę w wypadku, do którego doszło w niedzielę (10 lipca)ok. południa na ul. Informatycznej (na tyłach Della).- 20-letni kierowca yamahy na prostym odcinku drogi stracił panowanie nad motocyklem, zjechał na lewo zawadził o krawężnik odbił się od barierki i z impetem upadł na asfalt - opowiada przebieg dramatycznego wypadku Marzanna Boratyńska z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. - W ciągu tych zdarzeń doszło do amputacji kończyny. Przybyli na miejsce ratownicy musieli błyskawicznie zatamować krwotok i jeszcze szybciej przewieźć rannego 20-latka do szpitala. Trafił prosto na stół operacyjny szpitala im. Kopernika w Łodzi. 20-latek jest mieszkańcem powiatu łódzko-wschodniego. Jak sprawdzili policjanci, nie miał uprawnień do kierowania motocyklem. Najprawdopodobniej jechał z ogromną prędkością. Czy był trzeźwy?- Będziemy to wiedzieć po otrzymaniu wyników badań krwi - dodaje Marzanna od dziś wiadomo, że motocykliści jeżdżą w rejon al. Ofiar Terroryzmu, by tam popisywać się i jeździć z z ogromnymi prędkościami. Nie ma tygodnia, by w okolicy nie dochodziło do nielegalnych wyścigów. Czy tak też było w tym przypadku? To wykaże policyjne LOTTOPłonie rektorat Politechniki Łódzkiej
Młody człowiek z podsądeckiej Dąbrowej, za rajd motocyklem na ruchliwej ulicy Tarnowskiej zapłacił tysiąc złotych kary. Miał pecha. Jadąc wczoraj z prędkością 122 km/h, czyli przekraczając dozwoloną szybkość o 72 ...Młody człowiek z podsądeckiej Dąbrowej, za rajd motocyklem na ruchliwej ulicy Tarnowskiej zapłacił tysiąc złotych kary. Miał pecha. Jadąc wczoraj z prędkością 122 km/h, czyli przekraczając dozwoloną szybkość o 72 kilometry (!), nie umknął uwadze policjantów patrolujących miasto w nieoznakowanym radiowozie wyposażonym w fotoradar. Urządzenie zarejestrowało więcej przewinień motocyklisty – między innymi wyprzedzanie w miejscach niedozwolonych.– Ponadto po zatrzymaniu kierowcy okazało się, że nie posiada uprawnień do jazdy motocyklem. Młody człowiek musiał do domu wrócić pieszo prowadząc motocykl obok siebie – mówi Beata Frohlich, rzecznik prasowy sądeckiej Komendy Miejskiej obawiają się, że wraz z początkiem wiosny posypią się tragedie drogowe, których przyczyną jest brawura motocyklistów – szczególnie narażonych na dramatyczne finały nawet najmniejszego błędu w sztuce prowadzenia ubiegłym roku na naszych łamach pisaliśmy o kilku takich dramatach. Jeden z motocyklistów stracił życie. Wjechał wprost pod autobus. Drugi, który wsiadł na maszynę pod wpływem alkoholu stracił nogę. 20–letni student Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, który prawdopodobnie nieszczęśliwie próbował ominąć samochód wymuszający pierwszeństwo, stracił w wypadku obie ręce. Żaden z nich nie jechał szybciej niż przyłapany wczoraj młody człowiek z przestrogi tego typu nie wszystkim działają na wyobraźnię… (ik)Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Dowódca III powstania śląskiego, komisarz plebiscytowy, a przede wszystkim orędownik powrotu Śląska do Polski. Wojciech Korfanty został wybrany przez Sejm jednym z patronów 2023 roku. Posłowie byli niemal jednomyślni. Sprzeciw wobec wybrania Korfantego patronem 2023 roku wyraził jedynie poseł... ze Śląska, Maciej Korfanty wybrany przez Sejm patronem 2023 roku. To hołd z okazji 150. rocznicy urodzin dowódcy III powstania śląskiegoW sumie siedem zasłużonych dla Polski postaci będzie patronami 2023 roku. Tak w sejmowym głosowaniu zadecydowali posłowie. Wśród patronów przyszłego roku znaleźli się między innymi: pisarz Aleksander Fredro czy społeczniczka Aleksandra Piłsudska, żona marszałka Józefa Piłsudskiego. Patronem 2023 roku został też Wojciech pozytywnie rozpatrzyli projekt uchwały zakładający uczczenie dowódcy III powstania śląskiego właśnie w taki sposób. Pomysł, żeby rok 2023 był rokiem Wojciecha Korfantego nie był przypadkowy. 20 kwietnia 2023 roku przypada bowiem dokładnie 150. rocznica jego docenił życiowe dokonania Korfantego, określając go mianem "jednego z ojców naszej niepodległości, wielkiego syna śląskiej ziemi", który, jak napisano w przyjętej później uchwale "zawsze wierzył w Polskę, dla której poświęcił całe swoje życie".W tym samym dokumencie zapisano zasługi Wojciecha Korfantego skupione wokół walki o powrót Śląska do Polski. Jak podkreślono, Korfanty zasługuje na uczczenie w postaci patronowania 2023 rokowi, ponieważ starania o przyłączenie Śląska do Polski rozpoczął jeszcze w trakcie gdy tej nie było na Korfanty jeszcze przed odzyskaniem niepodległości, jako poseł do niemieckiego Reichstagu głośno żądał przyłączenia do Polski ziem zaboru pruskiego, w tym Górnego Śląska - napisano w komunikacie Sejmu wydanym po głosowaniu w sprawie nadania patronów kolejnego także działania Wojciecha Korfantego już po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku. - W czasach II Rzeczypospolitej był członkiem Naczelnej Rady Ludowej, kierującej zwycięskim Powstaniem Wielkopolskim, a następnie dyktatorem III powstania śląskiego, w wyniku którego najbardziej uprzemysłowione tereny Górnego Śląska stały się częścią Polski - bez znaczenia były także losy Korfantego, już po dołączeniu części Górnego Śląska do Polski, czyli po 1922 roku. - W drugiej połowie 1923 r. był wicepremierem rządu Wincentego Witosa, zaś w okresie sanacji stał w opozycji, czego wynikiem była przymusowa emigracja i pobyt w więzieniu - brzmi treść sejmowego Wojciecha Korfantego patronem 2023 roku był niemal jednogłośny. Uchwałę poparło 425 z 460 posłów zasiadających w izbie niższej polskiego parlamentu. Nie głosowało 26, wstrzymało się 8 osób. Przeciwko takiemu uhonorowaniu był jedynie jeden z deputowanych - wybrany z okręgu rybnickiego, poseł Maciej Kopiec z jego opinii - a jak twierdzi sam poseł, także według wielu Ślązaków - Korfanty to postać kontrowersyjna. Jak zwrócił uwagę Maciej Kopiec, cieniem na Wojciechu Korfantym kładzie się również niedemokratyczne rozwiązanie niekorzystnego wyniku plebiscytu z 1921 roku, którym było wszczęcie III powstania śląskiego, które poseł Kopiec określa mianem wojny To wojna, w której brat zabijał brata, której efektem było 1,5 mln uchodźców po obu stronach nowej, sztucznej granicy. Wojna, która już na zawsze podzieliła śląskie serca - mówił z mównicy w Sejmie poseł Kopiec, podkreślając, że rozlew krwi nie powinien być powodem okazji głosowania nad uchwałą nadająca "patronat" nad 2023 rokiem Wojciechowi Korfantemu, powrócił także temat uznania języka śląskiego. Ten jednak po raz kolejny nie doczekał się merytorycznej przeoczKatowice na niezwykłych zdjęciach z lat 70. i 80. To już pół wieku!TOP20: Najlepsi ginekolodzy w województwie śląskimDiablak, czyli Babia Góra – najwyższy polski szczyt poza Tatrami. Zobacz ZDJĘCIASensacja na Górze Bukowej. To rewelacja na skalę światową! Co to za odkrycie?Zobacz takżeTak przebiega akcja ściągania zaległości za abonament RTVMusisz to wiedziećGiszowiec: osiedle-ogród. Czemu warto je zwiedzić? Zobaczcie zdjęcia i FILMMemy o Katowicach, czyli pośmiejmy się ze stolicy województwa ŚląskiegoCzęstochowa. Maryja, UFO i wielka dziura w ziemi. Tajemnice Góry OssonaTe 18 rzeczy doprowadza kierowców do szału. Ciebie też?Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Kiedyś pani Irena pracowała jako pielęgniarka. Dzisiaj 74-latka bez nogi sprzedaje kwiaty, żeby przeżyć. „Przy życiu trzymają mnie ludzie i praca” — podkreśla emerytka. Przez 35 lat była pielęgniarką Pani Irena pracowała jako pielęgniarka przez 35 lat. Pomagała leczyć chorych w jednym z warszawskich szpitali. Chociaż kiedyś pomagała innym, dziś sama potrzebuje pomocy. Kobieta dźwiga ciężar niepełnosprawności od ponad 20 lat. Przeszła amputację nogi i cierpi na przewlekłe zapalenie tętnic. Ale mimo to pani Irena musi walczyć o godne życie. YouTube 74-latka utrzymuje się z emerytury, która wynosi 1360 złotych. To za mało, żeby utrzymać się w Warszawie i żyć na godnym poziomie. Jednak pani Irena nie oczekuje niczyjej litości. Jest przyzwyczajona do ciężkiej pracy. I teraz robi to, co może. 74-latka bez nogi sprzedaje kwiaty Niektórzy Warszawiacy doskonale znają panią Irenę Mierzejewską. Przynajmniej z widzenia, bo bardzo często można ją spotkać przy stacji Metro Świętokrzyska w Warszawie. Tam starsza pani sprzedaje kwiaty. Łatwo ją rozpoznać, ponieważ przy wózku z kwiatami stoją dwie kule, o których porusza się kobieta. Facebook 74-letnia pani Irena każdego dnia wstaje o godzinie w nocy, a potem wsiada w autobus nocny w Śródmieściu, by dojechać na giełdę kwiatową na Bakalarską. Pakuję kwiaty do toreb i plecaka. Zawsze ktoś pomaga mi przenieść towar do bramy targowiska, samej byłoby mi ciężko, bo chodzę o kulach. Ludzie są dla mnie naprawdę bardzo mili. Później zamawiam taksówkę, jeżdżę od dawna z takim panem, którego znam i on podwozi mnie tu, do Centrum. Po już rozstawiam się z kwiatami i sprzedaję – mówi pani Irena, zagajona przez dziennikarkę portalu Facebook Proszę pojechać na Bakalarską i zobaczyć, ilu starszych, biednych ludzi przyjeżdża tam każdego dnia. Ciężko pracują, żeby dorobić do emerytury – mówi 74-latka. Ma rację. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, żeby dostrzec, że osób takich, jak pani Irena, jest znacznie więcej. 74-latka uwielbia ludzi, a ci odpłacają jej ciepłem i życzliwością. Mówią do niej „ciociu”, „babciu”. Jak teraz było to siedzenie w domu, to myślałam że zwariuję. Ja jestem przyzwyczajona do pracy z ludźmi. W ogóle do pracy jestem przyzwyczajona – mówi pani Irena. Codziennie pani Irena czeka tak długo, aż uda się jej sprzedać większość tulipanów. Chociaż jest jej ciężko, nie narzeka. Pani Irena nie chce jałmużny, po prostu wystarczy jej, jak kupicie od niej kwiaty, aby nie musiała marznąć – czytamy w poście na Facebooku. YouTube „Ja już swoje przepłakałam” Poznając historię pani Ireny trudno oprzeć się wrażeniu, że to dobrzy ludzie dodają jej sił, by mierzyć się z codziennością. A ta, jak wiemy, nie jest usłana kolorowymi kwiatami… Ja już swoje przepłakałam. Kiedyś jeździłam na rehabilitację i poznałam takiego chłopaka, miał około 20 lat. Stracił nogę w wypadku na motorze. On mi powiedział, że jeszcze wszystko będzie dobrze, że znów będę chodzić i mam się nie martwić. Pomyślałam, że skoro taki młody człowiek się nie załamuje i nie poddaje, to i ja nie mogę. – mówi 74-latka. Jeśli pandemia ma jakieś dobre strony, to jedną z nich jest właśnie to, że nauczyliśmy się nieco szerzej otwierać oczy, pomagać sobie wzajemnie i dostrzegać tych, których w codziennym pędzie dotąd nie dostrzegaliśmy. W niektórych przypadkach chodzi o ratowanie czyjegoś biznesu, na który pracował całe swoje życie. W innych po prostu o to, by sprawić, że ktoś przestanie się czuć niepotrzebny, samotny i opuszczony. Oby pandemia skończyła się jak najszybciej, ale wrażliwość na drugiego człowieka pozostała z nami już na zawsze.
stracił nogę na motorze